Zlepek Emigracyjnych Oczekiwań

And well, I think I’ve gone mad / Isn’t that so sad?/ And what a shame you’ve lost a brain / that you never had (The 1975 “The Ballad of Me and My Brain”)

Siedziała na kanapie trzymając w ręku popękanego pilota od telewizora. Przeklikiwała kolejne kanały nie zatrzymując się na żadnym z nich. Gdy przeskoczyła ostatni, dwieście dwudziesty drugi, wyliczanka zaczęła się od nowa. Sięgnęła odruchowo po telefon. Nie było go tam. Leżał pod telewizorem z pękniętą szybką. Pięć minut temu rzuciła nim o ścianę.

Internet wiele zepsuł – pomyślała. Nasza pewność siebie zredefiniowała się jako liczba polubień, komentarzy, udostępień. Każdy o tym wie i każdy wie, jak to wykorzystać. Największym strachem nie jest strach przed nienawiścią ze strony innych. Największy strach kryje się w pustce. Ignorowaniu. Braku uwagi.

Wstała z kanapy i podeszła do okna. Z okna jej malutkiego mieszkania w Bonstetten widać było górę-symbol Zurychu – Uetliberg. Kiedyś chciała o niej napisać wiersz. Nawet zaczęła.

Czasami spaceruję przez Kraków, miasto mojego dzieciństwa..

Czy w lodówce zostało jeszcze trochę kimchi? Nauczyła się je robić tutaj, na warsztatach kulinarnych u jednego takiego Polaka. Była resztka. Zaczęła wyjadać je prosto ze słoika, małą łyżeczką.

Jej pewność siebie odebrało właśnie pisanie. Gdy była na fali i wydawała pierwszą książkę, wydawało jej się, że będzie krolową świata. Nie planowała tego, pisanie to było wyłącznie jej hobby, dodatek do korporacyjnej pracy zawodowej, klubu fitness i bezdzietnego życia na mieście.

Emigracja zamknęła ją w małej puszce jeszcze zwiększonych oczekiwań. Trzydzieści tysięcy Polaków, gdzie każdy wirtualnie zna każdego. Gdzie nie ma tajemic, a twoje życie – jeśli tylko nie jesteś ostrożny, pozna każdy. Jeśli na dodatek wystawiasz się na publiczny widok, jesteś narażony podwójnie.

Like. Unlike. Jeden krok do przodu, trzy kroki wstecz. A potem na odwrót. I tak bez przerwy.

Widząc na ulicy świetnie ubraną Szwajcarkę wizualizowała sobie jej życie, spędzane gdzieś na magicznym Złotym Wybrzeżu – oazie najbogatszych mieszkanców miasta. Widziała ją żyjącą życiem, o którym marzy pewnie wielu. A które dla nich wszystkich nigdy nie było osiągnalne. To jeszcze bardziej odbierało jej pewność siebie. To przekonanie – że jako Polka – ma znacząco gorszy start i musi przebijać się nie przez jeden, a przez kilkanaście szklanych sufitów. Niechęci swoich rodaczek, kpin swoich rodaków. Potem to samo ze strony innych. Potem faktu nie bycia Szwajcarką. Przekleństwa obcego akcentu mimo całkiem poprawnie opanowanego języka.

Prawdziwe porażki to te, które niczego nas nie nauczyły – pomyślała i otworzyła laptopa.

Wiadomość na Messengerze. Napisz wreszcie o tym zabójczym fondue! – Aniela próbowała ją motywować do działania.

No. Dobra. Napiszę. Dzięki Aniela, że jesteś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *