Wychowanie Psa Po Szwajcarsku

– Pan głośniej do psa mówi! Pies nie słyszy, jak pan tak cicho mówi, zdecydowanie, bardziej zdecydowanie! SITZ! SITZ! SITZ! Dopóki nie usiądzie, bo pies – pan wie – ma pana słuchać, a nie na odwrót – SITZ! SITZ! Pan mówi głośniej, bardziej stanowczo, bardziej zdecydowanie! – kobieta stojąca obok mnie wypluwa z siebie kolejne słowa niczym karabin.

Jesteśmy z Pikselkiem na szwajcarskim kursie wychowania dla młodych psów. Piksel, jak to Piksel, ciekawią go psy obok, chciałby się pobawić, troszkę się wyrywa, ale w końcu mówię do niego – Pikselku, weź ty mnie tu siądź, bo ta baba obok spokoju nam nie da. I Piksel w końcu siada. Dobre psisko, dobre psisko.

– Bo wie pan, jak tylko pomóc chcę, tak jak mówiłam, głośno i wyraźnie SITZ! – kobieta nie daje za wygraną.

To jedna z uczestniczek kursu, w kapeluszu przeciwsłonecznym, o azjatyckiej aparycji, tak po pięćdziesiątce, z kremowym lambradorem. Mówi po niemiecku z nieco rosyjskim akcentem, ale za nic nie chce do mnie po słowiańsku się odezwać. SITZ! – wszystko w Hochdeutsch.

To kurs dobrowolny, organizowany przez Szwajcarskie Towarzystwo Kynologiczne. Jeszcze do 2016 roku w kantonie Aargau obowiązywały obligatoryjne kursy dla właścicieli psów, zniesione po fali przekrętów i nadużyć.

Hansruedi – nasz prowadzący, jowialny Szwajcar z wąsem jest jednym z najsympatyczniejszych Szwajcarów, jakich poznałem do tej pory. Rozmawiamy częściowo w Schwyzerdütsch, częściowo w Hochdeutsch, do Piksela Hansruedi zwraca się jednak po polsku.

– Jak było sitz po polsku? Siad? – dopytuje.

– PIKSEL, SIAD! – PIKSEL, FUSS! – wielojęzyczne komendy mieszają się na placu treningowym jak języki w wieży Babel, Piksel rozochocony wypełnia kolejne zadania.

– Teraz przerwa, możecie iść z Pikselem tam do strumyka, napić się wody – rzuca Hansruedi.

Ruszamy więc, ja i pies, pies i ja, w wesołej ludzko-psiej komitywie, gdy nagle nadbiega mały pudel z kursu czy inne takie małe, co to psa udaje i zaczyna szczekać, warczeć i rzuca się na Piksela. W oddali właścicielka jego, stojąca z innymi uczestnikami kursu,  przeciera w przerażeniu oczy.

Piksel mógłby sprawę zakończyć jednym kłapnięciem paszczy i po tamtym psie, zamiast tego cierpliwie próbuje unikać ataków. Ja odpycham Piksela jednym ruchem na bok, tamtemu gadowi nogą luźną smycz blokuje i siła pędu obraca się przeciw niemu. I okazuje się, że powiedzenie karma to suka nie jest takie dalekie od prawdy.

Nadbiega właścicielka gada, młoda Szwajcarka, ta, która mi guete morge ani razu nie powiedziała i zaczyna przepraszać, kajać się, a przedtem nawet ani guete morge, ani gruci, nic. Wcześniej jej gad odwalał sztuczki, skakał przez płotki, jakieś fikołki robił, w sprawach jednak podstawowych emocjom uległ.

Piksel patrzy na nią wzrokiem mówiącym: wszystko spoko, jesteśmy z Polski, Polacy mają miłosierdzie w sercu, nie atakujemy mniejszych i słabszych, mamy tolerancję dla takich gadów, jak ten twój tutaj. Dostałby ode mnie łapą lepę na ryj to by się złożył, jak leżak nad Bałtykiem, ale wiedz, że ja agresji w sercu nie pielęgnuję. Urazy nie chowam. Niech idzie, twój nieokrzesany szwajcarski pudel, niech się dalej uczy, jak się z psami socjalizować.

Obserwuję pokojową reakcję Piksela i czuję dumę.  Hansruedi rzuca spojrzenie w naszą stronę i mówi:

– No, z tego psa to będzie dobry kompan. To, co? Poskaczemy teraz przez płotki?

4 odpowiedzi do “Wychowanie Psa Po Szwajcarsku”

    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz 🙂 A co do książki, to jest coś w planach, ale nie chcę nic zapowiadać, dopóki nie zbiorę wystarczająco dobrych materiałów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *