Uważaj Czego Sobie Życzysz

– Nie! Kurwa, nie rób tego!  – krzyknął Damian, ale Mariusz już wcisnął enter, a wpisany tekst pojawił się na ekranie komputera. Damian zacisnął mocno powieki i zamarł w oczekiwaniu na to, co miało się za chwilę wydarzyć. A miało być tak pięknie…

Miłe złego początki mawiają. Początek miał miejsce tego samego dnia rano, gdy Damian – wysoki i szczupły koleś w tshircie z napisem Metallica – wchodził do środka swojej ulubionej Brockenstube w szwajcarskim mieście Aarau. Brockenstube, nazywane przez Szwajcarów pieszczotliwie Brocki. Obcokrajowcy tłumaczą to błędnie na second hand, ale prawdziwym Brocki daleko do typowych second-handów. To Składy Rzeczy Opuszczonych. Meble, przedmioty codziennego użytku, sprzęty, zabawki, książki, płyty porzucone przez swych właścicieli, a im zamożniejsi właściciele tym piękniejsze i niezwykłe przedmioty trafiały do tychże składów. Damian postrzegał je jako ofiary szwajcarskiego konsumpcjonizmu. Kraj, w którym prawie każdego stać na prawie wszystko albo przynajmniej wiele, mogł w regularnym tempie pozbywać się niepotrzebnych mu rzeczy. Ubrania, ciuchy trafiały na Wschód. Podobnie jak samochody – bezwypadkowe golfy od pierwszego właściciela, szwajcarskiego emeryta jeżdzącego nimi tylko do kościoła – podróżujące do Polski na licznych lawetach. Cała reszta trafiała do Brocki, gdzie potem tacy jak Damian wyławiali z tej masy prawdziwe perełki.

Wśród tych pereł była ona.

Klawiatura komputerowa. Ciemna od przylegającego do niej brudu, zwyczajna, ale jednocześnie niewykle interesująca. Każdy klawisz z podświetlanymi od spodu i wygrawerowanymi gotycką czcionką literami i znakami. Z tyłu klawiatury widniał napis. Po niemiecku, ale Damian potrafił go rozczytać. Pióro silniejsze jest od miecza. Kupił ją za pięć franków.

O specjalnych właściwościach klawiatury mial się przekonać jeszcze tego samego dnia. Gdy tylko podpiął ją do komputera każda litera i znak zaświeciły bladoniebieskim światłem. Włączył przeglądarkę i  uruchomił Facebooka. Wszedł na jedną z grup Polaków w Szwajcarii. Zaglądał tam zawsze w piątki wieczorem, trochę z ciekawości, trochę z nudów.

Akurat wywiązała się dyskusja o pierogach. Kolejne komentarze pojawiały się pod zdjęciem z pierogami i ofertą sprzedaży, szesnaście franków za kilogram mrożonych. Komentarze były róznorakie. Od zainteresowanych po zwyczajnych hejterów, którym przeszkadzała cena, wygląd, kształt pieroga i zdjęcie profilowe autora posta.

Damian nie zastanawiając się długo skomentował:

– FAJNIE PIEROŻKI, JAK ZA DARMO TO BIORĘ DWA KILO.

Klawisze klawiatury zmieniły nagle barwę i bladoniebieskiego przeszły w krwistą czerwień.

Chwilę później do drzwi mieszkania Damiana ktoś zapukał. Gdy otworzył drzwi, przed nimi nie było już nikogo, ale na wycieraczce stała torba… z dwoma kilogramami pierogów.

Damian podbiegł do klawiatury, która na powrót mieniła się bladoniebieską barwą. Tym razem spojrzał na ofertę sprzedaży stuningowanej Dacii Duster. Koleś chciał za nią siedem tysięcy franków.

DAJĘ STO FRANKÓW I ANI GROSZA WIĘCEJ – napisał Damian i odsunął się delikatnie od klawiatury. Ona znów zaświeciła krwistoczerwonym światłem, a do drzwi ponownie ktoś zapukał.

– Hej, mam na imię Mariusz, właśnie kupiłeś ode mnie Dacię za sto franków. Stoi na dole, kluczyki i dokumenty mam przy sobie.

Mariusz, siadaj, rozgość się, może pierożka – rzucił Damian. Jasne, zmachany jestem – Mariusza nie trzeba było długo namawiać.

Po chwili oboje rozsiedli się na kanapie sącząc piwo i jedząc darmowe pierogi. Damian z chęcią przywitał perspektywę męskiego wieczoru. Im – facetom na szwajcarskiej emigracji, singlom, samotność doskwierała szczególnie mocno. Praca po dziesięć, dwanaście godzin na dobę, wieczory spędzane przed kompem, z butelką piwa w ręku i braku pomysłów na ciekawszą formę wypełniania czasu. Randki z Tindera odpadały, mało która była zainteresowana profilem takiego gościa jak Damian.

Damian szybko zdał sobie sprawę z mocy klawiatury i kalkulował w głowie – jeśli słowa wpisywane za pomocą klawiatury faktycznie mogą spełniać życzenia czy też narzucać moją wolę innym, to ja będę za kilka dni srał tu pieniędzmi, nie ma bata. Możliwości są przecież nieskończone, z taką klawiaturą mogę robić co dusza zapragnie. Dom na złotym wybrzeżu zuryskim, drinki sączone w eksluzywnym hotelu Baur Au Lac, tyle pierogów, ile tylko zapragnę. Kurde, może wciągnę to tego Mariusza, będę potrzebował i tak asystenta, żeby to ogarnąć.

– Wiesz, coś odkryłem i może cię to zaciekawić. Tylko słowo, że nikomu o tym nie powiesz? – powiedział do Mariusza.

–  No, jasne, stary, spoczko. Mnie możesz zaufać – zapewnił go Mariusz.

Ale to za chwilkę, skoczę tylko do klopa, piwko robi swoje – Damian wstał i skierował się do toalety

Mariusz siedział przez chwilę na kanapie, po czym zaczął niecierpliwie kręcić się po pokoju. Podszedł do biura i spojrzał na ekran komputera, chwycił myszkę i zaczął skrollować po facebookowym newsfeedzie. Nagle jeden z portali informacyjnych wyświetlił informację o przechwyceniu łodzi z imigrantami z Północnej Afryki. Mariusz krzyknął na głos: – Kolejny statek z imigrantami przechwycony u wybrzeży Włoch.  – Patrz Damian! Znowu się pchają na tratwach do Europy! Wara im od nas i naszych tradycji.

Podbiegł do komputera, chwycił klawiaturę i szybko wpisał komentarz:

NAJCHĘTNIEJ TYCH WSZYSTKICH PIERDOLONYCH IMIGRANTÓW WYJEBAŁBYM W KOSMOS!

Damian, który właśnie wyszedł z toalety, zobaczył Mariusza majstrującego przy klawiaturze i krzyknął: – NIE! KURWA! nie rób tego!

Ale było za późno. Klawiatura rozbłysła czerwonym światłem, a Mariusz niczym poderwany przez tornado najpierw uderzył sufit, by potem z impetem przebić okno i z krzycząc na cały głos, z odłamkami szkła w wbitymi w głowę i ręce unieść się w błyskawiczym tempie ku niebu. Przez chwilę jeszcze było go widać, ale szybko zaczął zamieniać się w malutką plamkę na niebie. Ta plamka chwilę potem eksplodowała, niczym fajerwerki z okazji 1 sierpnia, rozerwana przez kosmiczną próżnię i zamieniła się w czerwonokrwisty obłoczek.

Po chwili ta sama niewidzialna siła porwała Damiana, a on unosząc się ponad chmurami obserwował , setki, tysiące, miliony imigranckich ludzkich ciał  ze Szwajcarii, Europy, innych kontynentów unoszących się wokół niego i zastygłych z przerażenia.

Damian przypomniał sobie cytat z ulubionego filmu – w kosmosie nikt nie usłyszy twego krzyku. I tak pędząc ku granicy atmosfery zaczął krzyczeć najmocniej jak tylko potrafił.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *