Tłusty Czwartek Adriana

TRZYMAJCIE MNIE LUDZIE!!! Ponad dwa franki za tego pączka?!?  – Adrian nie wytrzymał i zaczął wrzeszczeć w stronę ekspedientki.

Spłoszona kobieta próbowała się tłumaczyć: wie pan, te pączki są robione z naturalnych składników, ciasto, marmolada, lukier – wszystko robimy sami, zaopatrujemy się u lokalnych dostawców, do tego koszty pracy, pączek sam przecież się nie zrobi.

Pani chyba kpi! U Szwajcara to by mnie nie dziwiło, bo oni każdego na kasę robią, ale Polak Polaka!? Rodaka!? Tego już za wiele! – Adrian próbował tamować wściekłość, ale nic z tego nie wyszło. Trzasnął drzwiami i wyszedł z lokalnej, polonijnej cukierni przysięgając sobie na swoje Audi, że już nigdy tu nie wróci.

Wkurzało, go to, czuł się oszukany. Oszukiwali go wszyscy, Polacy, podły naród. Fryzjerka, 20 Franków za męskie strzyżenie? Podczas, gdy w Polsce mógł za 20 złotych? Niezła przebitka, cwaniary. Albo ci goście od transportu. Jak myślał o ich stawkach, to aż mu w brzuchu się ciepło robiło, że przezorny był i kombi kupił. A jak miejsca w bagażniku braknie, to jakaś dobra dusza za browara poratuje.

Wsiadł do samochodu. Audi, całkiem niezły rocznik, alufelgi, drzewko zapachowe. Miał to wszystko, bo tak – tu musiał sobie pogratulować – był oszczędny. Wiedział, jak mądrze wydawać pieniądze i był uczulony na triki, takie jak tej od cukierni.

Tego dnia postanowił jednak, że nie da się oszukać. Tłusty Czwartek był jutro, miał czas.

Zadzwonił do znajomego:

– Jarek, weź mnie sprawdź połączenia lotnicze do Wrocławia, dobra? Internet mi się w komórce skończył, a sąsiad wyłączył WIFI i chwilowo nie mam dostępu.

Jarek oddzwonił po godzinie. 200 Franków w dwie strony, bez bagażu?

– Jasne, że bez bagażu – Adrian był zaskoczony głupim pytaniem Jarka. W końcu nie chciał przepłacać.

Następnego ranka siedział w samolocie relacji Zurych – Wrocław. Miał wracać tego samego dnia wieczorem, ale był pewien, że będzie warto.

O 13:00 byli już ustawieni z kumplem. Maciek został w Polsce, ale całkiem dobrze sobie radził jako hurtownik od drzwi i okien. Poszli na piwo i obiad do Spiża – lokalnego browaru i restauracji.

Gdy przyszło do płacenia, Adrian położył rękę na rachunku i powiedział do Maćka.

– Spokojnie stary, ja zapłacę, stać mnie, pracuję w Szwajcarii, a to w przeliczeniu grosze. Wiesz ile byś u nas za zwykły kebab zapłacił?

Godzinę później byli już tam, gdzie Adrian planował być od samego rana.

– Ile podać? – zapytała miło ekspedientka.

Pani szanowna da pięć na miejscu i dwadzieścia pięć na wynos. Ile to będzie? 2 złote za pączka? Toż to 60 złotych za 30 pączków. Pani kochana, wie pani ile ja musiałbym za te pączki zapłacić, gdybym został u siebie?

60 Franków za 30 pączków. 210 złotych po aktualnym kursie. Nie mógł wyjść z niedowierzania. Psia mać – pomyślał – co by było, gdybym faktycznie kupił pączki w tamtej polonijnej cukierni.

Popatrzył na stojącego obok kumpla i powiedział.

No patrz, Maciek, skoro tyle zaoszczędziłem, to zostało jeszcze spokojnie na fajki i piwko. Idziemy? Ja stawiam.


Zdjęcie pochodzi z Fanpage Lubimy Czytać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *