Apetyt na Roesti

Krzysiek – trzydziestolatek z lekką nadwagą, w okularach kujonkach – siedział na kamieniu i gapił się w spokojne lustro wody. Położone w szwajcarskiej dolinie Kloental jezioro było jednym z ostatnich przyczółków grup oporu, które wyparte z miast chroniły się w różnych zakątkach Alp. Tu mieli szczęście, infrastruktura starego kampingu Güntlenau zapewniała schronienie, dostęp do kuchni, toalet.

W ręce trzymał bułkę z kawałkiem flajszkejze. Flajszkejze, mięsoser – pomyślał. Szwajcarzy – jeden z najbogatszych narodów świata, a na obiad wcinają coś co jest mutacją mielonki, mortadeli i tablicy Mendelejewa. Flajszkejze to niby jak nasza mortadela, ale do naszej startu nie miał. Pamiętał z czasów dzieciństwa – te złociste krążki mortadeli panierowane w bułce, pyszne, soczyste, taki erzac kotletów schabowych, bo bida była, a te bida-schabowe jednak to teraz mu w głowie pozostały. A flajszkejze – o Willhelmie Tellu, widzisz i nie grzmisz.

Czytaj dalej Apetyt na Roesti

Gdy Dziecko Idzie do Szwajcarskiego Przedszkola

Stoję w założonych na szyję Lüchzgi – to takie szelki odblaskowe, na każdym jest inne imię i inne zwierzątko. Ja mam Hase – króliczka. Rozglądam się z ciekawością, ale i niepokojem. Wokół mnie biegają dzieci, ktoś układa klocki, inne wspina się po schodkach na piętro zbudowanego tu drewnianego domku. W oddali chłopczyk bawi się figurką pirata, chciałbym pobawić się z nim, ale boję się odezwać.

Czytaj dalej Gdy Dziecko Idzie do Szwajcarskiego Przedszkola