Trudy Szwajcarskiej Spontaniczności

Czynność, która w Polsce uchodziła za tak banalną, że nie warto poświęcać jej większej uwagi i której wykonanie poprzedza z reguły proste pytanie z kilkoma opcjami – idziemy na piwo/kawę/do baru/na drinka? – tu w Szwajcarii rozrastała się do rozmiarów całego rytuału i to było coś, do czego Weronika nadal nie mogła przywyknąć. Wyjście na kawę? Ależ oczywiście! Ale planowane z trzytygodniowym wyprzedzeniem, poprzedzone zaproszeniem pisemym, wręczanym na poduszeczkach przez dzieci ubrane w tradycyjne dla danej gminy stroje i tańczące do dźwięków rogu alpejskiego, wyjście oczywiście zaplanowane co do minuty, o której, dokąd, co na miejscu, jak długo na miejscu, jak powrót, kiedy powrót.

Czytaj dalej Trudy Szwajcarskiej Spontaniczności