Szwajcarskie Ubezpieczenie od Szarotek Alpejskich

– A kota pan ma? – zapytał agent ubezpieczeniowy i spojrzał wymownie na swojego nowego klienta.

– Dwa, a o co chodzi? – odpowiedział klient.

– A, no to kotki też ubezpieczymy. Wie pan,  jakie są koty – zniszczy, podrapie, zje coś, zatruje się. Potem koszta, a w Szwajcarii weterynarz to gorzej niż dentysta. Trzeba ubezpieczyć.

– A tak w ogóle, to ile ja mam tych ubezpieczeń już? – klient sprawiał już wrażenie nieco zagubionego ogromem opcji ubezpieczeniowych.

– Krankenkasse – to pan musi, to podstawa. Tu dodatkowe ubezpieczenia – medycyna alternatywna, leczenie za granicą, szpital prywatny… – agent zaczął objaśniać zawiłości systemu szwajcarskich ubezpieczeń.

– Prywatny szpital, po co?

– Przecież jest pan w Szwajcarii. Niech pan nie dziaduje, to się opłaca. Jakaś operacja, czy coś, wybiera pan sam szpital, panie kochany, do tego sam w pokoju, telewizorek, menu trzydaniowe. Opłaca się, mówię panu. No, ale patrzymy dalej. Na zwrot kosztów fitnessu panu też dorzucę. Ćwiczyć trzeba, samo zdrowie. Co mamy dalej. Privathaftpflichtversicherung – to jakby pan co nabroił. Ubezpieczenie mieszkania, potem Rechtsschutz, a nuż pomoc prawnika się przyda. Jeździ pan na wakacje?

– Ano, jeżdżę.

– No, to dorzucamy ubezpieczenie podróżne. Może jeszcze komórkę się ubezpieczy? Taki ładny tu pan smartfon ma, szkoda, jakby się zepsuł i ubezpieczony nie był. A, i wie pan, na takiej wycieczce to różne rzeczy się podziać mogą. Może ubezpieczenie na wypadek śmierci?

– No, sam nie wiem, potrzebne to?

– Pan pyta czy potrzebne? No, nikt wiecznie nie żyje, a rodzina w biedzie się może znaleźć. Ja bym wziął. Ale nie naciskam.

– To wezmę. Ile to będzie za wszystko?

– Spójrzmy, Krankenkasa jakieś trzysta franków…

– Rocznie? – klient był już całkowicie zagubiony.

– Eee, miesięcznie. No, co pan. Popatrzy dalej. Te dodatki okołozdrowotne to już grosze, wyjdzie Pana jakieś dziewięćdziesiąt franków na miesiąc. Podróżne jakieś dwieście franków, ale to już rocznie. Dom i ubezpieczenie cywilne – jakieś pięć setek. Kotki, tutaj kolejne trzy stówki. A, co tam będziemy liczyć wszystko na raz, rachunki Panu przyjdą pocztą, to sobie Pan sam sprawdzi – agent chciał jak najszybciej odpuścić mało komfortową dyskusję o kosztach i dopełnić transakcji.

Na śmierć bym zapomniał! Samochód jest? O, jest,  jest, widzę pięknego, zielonego passata przed domem. To też ubezpieczamy. Tu będzie ciut drożej, ale warto, mówię panu. Podstawowe i Vollkasko, jeszcze od kolizji, ubezpieczenie dla pasażerów. Zresztą, co ja pana będę szczegółami zanudzał. Wyślę panu papierki, pan podpisze, odeśle i załatwione.

Agent pożegnał się i wyszedł z mieszkania. Przyklejony wcześniej uśmiech zaczął zniknąć mu z twarzy, jowialność i pewność siebie ulotniły się w sekundę, pojawiły się pierwsze kropelki potu, ręka, w której chwilę temu trzymał długopis zaczęła drżeć.  Spojrzał na dłoń i małą ranę na jej środku – rana krwawiła i zaczynała chyba ropieć.

Wziął parę głębokich oddechów i wsiadł do samochodu. Przejechał kilkanaście kilometrów i zjechał na przyautostradowy parking. Zapadał już zmrok, a on był wykończony. Zasnął.

Obudził się około drugiej w nocy. Do trzeciej pozostawało jeszcze trochę czasu. Zdąży dojechać. Cel znał. Mały azjatycki bar schowany tuż przy zuryskiej Langstrasse.

Gdy wchodził do środka dochodziła trzecia. Bar był niemal pusty, światło biło jedynie od rozwijanego ekranu, który parę godzin temu musiał służyć do karaoke. Po ekranie wolno przesuwały się kolejne wersy tekstu piosenki Cyndi Lauper, Time After Time, towarzyszyła im grająca cicho z podwieszonych głośników muzyka. Stoliki lepiły się od brudu, a z zaplecza baru dochodził smród zużytej oliwy i gryzącego w oczy zapachu chilli. Wszystko przyozdobione było papierosowym dymem. Nietypowe były tylko porozstawiane wszędzie podłużne donice pełne kwitnących szarotek alpejskich. Nie miały prawa przetrwać w takich warunkach, jednak radziły sobie znakomicie.

W kącie, przy jednym z małych stolików siedziała ubrana w jasny płaszcz przyozdobiony symbolami szarotek alpejskich postać. Skinęła na niego palcem. Agent ubezpieczeniowy podszedł do stolika.

Masz to? – zapytała Postać w Płaszczu z Szarotkami.

Tak… tu jest wszystko. Nawet z dodatkowymi opcjami ubezpieczeniowymi – agent nie mógł powstrzymać zdenerwowania. Podał podpisane dokumenty Postaci w Płaszczu z Szarotkami.

– Bardzo dobrze, bardzo dobrze! A teraz znajdź mi siedmiu kolejnych. Trzech masz już za sobą, to bardzo dobrze. Ale zostały ci już tylko trzy dni. Za trzy dni widzimy się tutaj, o trzeciej w nocy. Nie zawiedź mnie. Wielu przed tobą próbowało, niektórym się udało, niektórym nie.

– Nie zawiodę, przysięgam – odparł agent ledwo ukrywającym przerażenie głosem.

– I pamiętaj. To Zurych. Żeby tu zostać, trzeba na to zapracować. Postać wstała i powolnym krokiem opuściła bar.

Agent siedział dalej przy stoliku. Dostał dreszczy i nie potrafił przestać się trząść. Prawa dłoń paliła go już niemiłosiernie. Rana krwawiła jak szalona.

Cztery dni później do małego, azjatyckiego baru weszła drobna, zgrabna kobieta. Dochodziła godzina trzecia w nocy. Dziwna pora na spotkania – pomyślała – ale jeśli to miało dać jej upragnioną przyszłość, to warte to było ryzyka.

W kącie baru siedziała dziwna postać. Na krześle obok niej wisiał nietypowy na tę porę roku płaszcz. Pokrywały go symbole szarotek alpejskich.

Kobieta podeszła do stolika, usiadła i spojrzała na Postać.

– A więc chcesz szybko się wzbogacić? – zapytała kobietę Postać. Mogę ci to zapewnić. Znasz zasady i wiesz czym ryzykujesz?

Kobieta skinęła głową.

– Dobrze, że znasz stawkę – stwierdziła z satysfakcją Postać. Kwiaty, które widzisz wokół są dość nietypowe i wymagają bardzo specyficznego typu nawozu. Jest on jednak dość rzadki i nie można go kupić czy ukraść. Jest tylko jeden sposób, by go pozyskać. Myślę, że wiesz o czym mówię. Teraz podaj mi rękę.

Postać chwyciła nadgarstek dziewczyny i tępym nożem, który leżał obok stojącego na stole brudnego talerza nacięła na jej dłoni mały symbol w kształcie szarotki. Gdy z rany popłynęły drobne krople krwi Postać przyłożyła dłoń kobiety do ust i wyssała krew z nowopowstałej rany. Spojrzała na kobietę nienaturalnie żółtymi oczami i powiedziała.

– Masz dziesięć dni. Powodzenia.

3 odpowiedzi do “Szwajcarskie Ubezpieczenie od Szarotek Alpejskich”

  1. Zithromax Loading Dose Acquisto Senza Ricetta Medica Cialis Forum Cialis Preisvergleich Generika canadian pharmacy cialis 20mg Original Kamagra Online Buy Tamoxifen In Australia Propecia Dosage Reversible Generic Cialis For Sale viagra To Buy Cialis From Ireland Achat De Cialis France Noble Drugs Online Drugstore Viagra Cane Celebrex Buy viagra online prescription Progesterone Find From Canada Cash On Delivery Levaquin Propecia Nistagmo viagra Cialisis Barato online accutane forum Sale Stendra Erectile Dysfunction Buy Cialis England viagra Salmonella Keflex

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *