Szwajcarski Dwugłos #2 – Pralka w domu czy w piwnicy?

Hej! To znowu Szwajcarski Dwugłos, gdzie autorzy blogów I’m Not Swiss – Agnieszka Kamińska i Swiss Tales – Lambert Król – odpowiadając na pytania odkrywają nieco szwajcarskiej rzeczywistości.

Poniżej znajdziecie moje odpowiedzi, na końcu tekstu link do bloga Agnieszki.

Szwajcarski transport – środku publicznego transportu czy auto?

Autem pojeździcie taniej, zwłaszcza, jeśli macie rodzinę. Za to środki publicznego transportu, mimo, że ciut drogie, są tak cudownie nieskomplikowane, że przemieszczanie się nimi w Szwajcarii to naprawdę przyjemność. Kupujesz bilet na daną trasę i jedziesz czym chcesz – autobus, pociąg, prom, kolejka gondolowa nawet (tu bywają wyjątki). Jedyny dodatkowy podział to na pierwszą i drugą klasę.

Pralka – w domu czy w piwnicy?

To, co dla przeciętnego Polaka może być dość zaskakujące w Szwajcarii to fakt, że pralka we własnym mieszkaniu to – nie bójmy się tego słowa – luksus. Przeważnie, choć to się zmienia, w budynkach mieszkalnych poukrywane są oddzielne pralnie, a pralki dostępne są dla wszystkich mieszkańców zgodnie z grafikiem. Przerabiałem ten scenariusz i była to niezła walka na froncie – brudne triki, używanie pralki poza wyznaczonym dniem, wyrzucanie prania na podłogę przez somsiada. Potem było mieszkanie z pralką i suszarką i wtedy poczułem się wyzwolony, mogłem prać kiedy chciałem. No, a teraz wynajmujemy dom, a pralnię mamy w piwnicy – tylko dla nas, więc to już jak wygrana w Lotko.

Przerwa w kinie – strata czasu czy super, idę na lody.

Szwajcarskie kina praktykują przerywanie filmu w połowie, by pozwolić nam zrobić siku i kupić coś w kinowym sklepiku. Mnie to nie przeszkadza, bo… rzadko chodzę tu do kina. Nie znoszę niemieckiego dubbingu, a filmy oglądam z reguły na platformach streamingowych. Ale ostatnio byłem w kinie na bajce o smoku i przerwali w połowie, rozdawali lody, Filip chciał sikać, Zuzia chciała coś zjeść, więc ta przerwa była jak zbawienie.

Coop czy MIgros, a może u rolnika?

Coop i Migros to rywalizujące ze sobą, ale nadal szwajcarskie sieci, więc koniec końców robiąc tam zakupy wspieramy szwajcarską gospodarkę. Aldi i Lidl – zakazane, szanujący się Szwajcar zakupów tam nie zrobi, za to u rolnika – jak najbardziej, choć u nas w miasteczku jest rolnik i jakoś nie widziałem tam Szwajcarów kupujących mleko z automatu, czy jajek, za to widziałem wielu afrykańskich emigrantów, którzy robią tam zakupy. Mleko tam jest tłustsze, prosto od krowy i wychodzi nawet ciut drożej, ale różnicę w smaku czuć.

Czasami jeździmy także do sklepu za górami i lasami i granicami o NAZWIE, KTÓREGO W SZWAJCARII NIE MOŻNA GŁOŚNO WYMAWIAĆ i nawet spotkaliśmy tam kiedyś panią z przedszkola naszych dzieci, która robiła zakupy

Picie po szwajcarsku – wino, piwo, Rivella?

Piwo w Szwajcarii jest dla mnie niepijalne, natomiast wino bywa tańsze niż woda, promocji tu jest tyle, że mam wrażenie, że państwo aktywnie wspiera nadużywanie alkoholu. Raz nawet dostałem list od lokalnej winiarni z ofertą – jeśli kupię karton wina, winietę na autostradę dostanę za darmo. Rivella – ten napój z serwatki jest smaczny, ale nie piję go jakoś często. Jadłospis to u mnie woda Valser i wino.

A tu znajdziecie wypowiedzi Agnieszki z I’m Not Swiss – KLIKNIJ TU!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *