Szwajcarski Dwugłos #1 – Hip Hop czy Jodłowanie?

“Szwajcarski Dwugłos” to seria pytań i odpowiedzi, w których autorzy blogów I’m Not Swiss – Agnieszka Kamińska i Swiss Tales – Lambert Król wypowiadają się na różne tematy związane ze szwajcarską rzeczywistością. Na początek pięć trudnych wyborów.

Poniżej moje odpowiedzi, a na samym końcu tekstu link do bloga Agnieszki.

Szwajcarska muzyka: jodłowanie czy hip hop?

Hip hop to kompletnie nie mój świat, więc musiałbym wybrać jodłowanie, ale i jodłowaniem mi jakoś nie po drodze, więc ukradkiem sięgam po klasyka szwajcarskiej sceny metalowej, pochodzącej z miejscowości Sion grupy Samael. Z Samaelem znamy się od albumu “Passage”, od czasów mojego liceum i to był dla mnie chyba pierwszy kontakt ze Szwajcarią, nie licząc sera z dziurami. I Dj Bobo.

Szwajcarska kuchnia: fondue czy raclette?

Jedzenie fondue – maczanie widelczyka z kawałkiem chleba w rondelku z puszczającym gorące bąbelki roztopionym serem ma w sobie wiele uroku i jest dość rozpoznawalnym symbolem Szwajcarii, ja jednak bardziej lubię raclette. Pamiętam, że w pierwszych miesiącach po przyjeździe do Szwajcarii traktowałem raclette jak zwyczajny, kanapkowy ser, dopiero potem dowiedziałem się, jak się go właściwie przyrządza. A to cały rytuał. Grubo krojony plaster sera roztapiający się na malutkiej patelence. Potem jedzenie go z kartofelkami lub z chlebem (ALERT! Tego nie wolno robić, zwłaszcza we francuskiej części Szwajcarii). Do tego szklanka wody (ALERT, tego też nie wolno robić), w oczekiwaniu na smażące się na grillu tuż nad raclette mięso (ALERT, tego absolutnie nie wolno robić). Pomijając reguły, raclette to naprawdę świetny sposób na wspólną kolację, jednoczący przy stole i dający olbrzymią radość z jedzenia.

Niemiecki: wysoki czy szwajcarski?

Szwajcarski! Wysoki, „normalny” niemiecki jest faktycznie jednym z oficjalnych języków urzędowych Szwajcarii, ale to dialekty szwajcarskie królują w życiu codziennym – w szkole, urzędzie, sklepie, kinie. I do tego te dialekty różnią się między sobą tak, że piędziesiąt kilometrów odleglości między poszczególnymi miejscowościami może robić OGROMNĄ różnicę. Szwajcarski jest śpiewny, miękki, do tego gramatycznie prostszy w stosunku do niemieckiego. Wiecie jakie jest moje ulubione słowo po szwajcarsku? Chröömle! Co oznacza radość z kupowania sobie małych rzeczy za drobne pieniądze.

Szwajcarskie miasta: Zurych czy Bazylea?

Zdecydowanie Zurych. Wiadomo, z Zurychem jak z Warszawą, nikt niby go nie lubi, ale każdy chciałby tam mieszkać. Zurych jest trochę miastem sprzeczności – jedna z najdroższych ulic świata – Bahnhofstrasse niemal sąsiaduje z multikulturową, niepokorną Langstrasse. Możesz wypić drinka z panoramą miasta w tle w lansiarskim Julius Verne Panorama Bar, a potem udać się na festiwal latynoski Caliente i przenieść się do zupełnie innego świata. Dla mnie Zurych to mnóstwo sentymentów, jak mój pierwszy szwajcarski posiłek w restauracji w małym azjatyckim bistro Lily’s, które nadal istnieje i serwuje świetne curry. Bazylea jest piękna, ale brak tu tej relacji, którą mam z Zurychem.

Szwajcarski sport: Federer czy Ammann?

Ani ten ani ten! Matthias Glarner! Król Schwingen! A Schwingen to w Szwajcarii wielka sprawa, coś w rodzaju zapasów. Zwycięzca otrzymuje dożywotni tytuł Króla Schwingen i otacza go niesamowity prestiż. A przy okazji, Amman ostatnio wrócił na studia.

Jak odpowiedziała Agnieszka? Zobaczcie TU:

Jedna odpowiedź do “Szwajcarski Dwugłos #1 – Hip Hop czy Jodłowanie?”

  1. – Szwajcarski jest śpiewny, miękki –

    Zawsze sądziłem, że od schwyyzerdüüütsch można dostać zapalenia krtani a tu proszę, -miękki-

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *