Poświąteczne Powroty Do Szwajcarii

­- Może zjedziemy i coś zjemy? – słyszę nagle jego głos.

Prowadzę już od nieco ponad trzystu kilometrów i do tej pory jedzie się bezproblemowo, A4 jest dla nas łaskawa, zero korków, może minimalny przestój pod Wrocławiem, na bramkach. Potem znów pusto. Ale wyjechaliśmy też w niedzielę, tuż po świątecznym śniadaniu, a największy ruch zapowiada się na Poniedziałek Wielkanocny.

– W sumie możemy coś zjeść – odpowiadam. – Na co miałbyś ochotę?

– KFC? – odpowiada krótko i zerka na mnie w oczekiwaniu na moją reakcję.

– KFC? Eee… – to ostatnie kilometry w Polsce, zjedzmy coś normalnego, w Zagrodzie Kołodzieja chociażby, nie wiem, rosół, kotlet, ziemniaki z koperkiem do tego. Potem będzie nam tego brakowało, a te kilkaset kilometrów przez Niemcy przyozdobione McDonaldami i Burger Kingami nie nastraja mnie szczególnie optymistycznie.

On się zgadza i zjeżdzamy po kilkunastu kilometrach na Zgorzelec, to nasz ostatni przystanek przed granicą.

Zagroda Kołodzieja to miejsce, które wystrojem i klimatem próbuje częściowo spowalniać upływający czas, a ich menu wspiera te dążenia, jeźdzmy tu od lat, a ono oferuje dania kuchni polskiej w prawie niezmieniającym się składzie i konfiguracji. Nie narzekam, mogłabym jeść rosół i schabowego z ziemniaczkami do końca moich dni.

Upływa godzina i musimy powoli się zbierać i ruszać w dalszą trasę. Maciek przeżuwa jeszcze ostatni kęs kotleta, ja idę szybko zapłacić, zostawiam mały napiwek i wychodzimy.

Tankujemy jeszcze na zapas w stacji nieopodal, tam gdzie KFC. Maciek zawsze się śmieje, że właściciele kiosku dobitnie wspierają prawicową stronę dziennikarstwa i kojarzące się z nią dzienniki czy tygodniki. Newsweeka tu za to nie uświadczysz, ale już na górnej półce dumnie stoją niskobudżetowe gazetki pornograficzne.

Ruszamy dalej.

Maciek chce włączyć jakiś album, który kupił w EMPIKu, ale proszę go by jeszcze na trochę zostawił polskie radio. I tak za kilkanaście kilometrów góra sygnał przejmą stacje niemieckie, posłuchajmy jeszcze chociaż wiadomości.

Patrzę na niego i widzę, że jest wyraźnie smutny. Zabawne, że to uczucie – taka naiwna melancholia – towarzyszy nam obojgu za każdym razem, gdy wyjeżdzamy. I tak, gdy wjeżdzamy do Polski i  Maciek klnie jak szalony na dziury w drogach, na kierowców, na wszechobecny smog, tak opuszczając kraj amplituda uczuć zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni i okrywa nas smutek, rozdarcie, wątpliwości, tęsknota.

Ale to minie. W okolicach Norymbergi. Może Stutggartu.

Pamiętam, że kiedyś przywoziliśmy dużo do Szwajcarii. Polskie mięso, słodycze, chipsy, alkohole. Bagażnik pełny pod dach i drżeliśmy nieco szmuglując niektóre z tych przysmaków nieco ponad dozwolony przez szwajcarskie cło limit.

Tym razem bagażnik jest jednak prawie pusty, kupiłam parę książek, dostaliśmy trochę prezentów od rodziny. Mięsa z Polski brak. Chyba tylko Maciek na szybko kupił w Biedronce paczkę kiszonych ogórków. Takich w Szwajcarii nie robią.

Zgodnie z przewidywaniami jeszcze sporo przed Dreznem zanika sygnał polskiego radia, a nam nawet nie chce się już zmieniać stacji i jedziemy napędzani dźwiękami niemieckiej stacji radiowej serwującej hity lat osiemdziesiątych. Te same na okrągło.

Maciek usypia. Obiecał, że po czterystu, maksymalnie pięciuset kilometrach mnie zmieni. Ale nie szkodzi, droga jest wolna od TIRów, samochodów na niej też nie za wiele, choć to już tylko kwestia godzin, kiedy utworzą się na całej trasie korki od kilku do kilkunastu kilometrów.

Droga zdaje się nie kończyć, to dość monotonna trasa, ale dziś jest wyjątkowo nużąca. Włączam płytę, którą kupił Maciek. Bokka.

Come runnin’ to me
I’m stuck in between
Right, wrong
The night’s bearing down
I’m lost in the crowd
Right, wrong

Utknęłam pomiędzy tym co właściwe I niewłaściwe? Sama nie wiem czy utknęłam. W końcu wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma, prawda? Nigdy specjalnie się nie zastanawiałam nad tym, jak długo zostanę w Szwajcarii, a każdy rok  – teraz to jest ich chyba już z siedem czy osiem – odkładał nie tylko decyzję, ale i nawet rozmyślania o niej. Płynęłam z prądem. Ale w końcu ilu z nas z tym prądem nie płynie?

Maciek się obudził i chce mnie zmienić. To już Norymberga, ponad siedemset kilometrów i najwyższy czas, ręce zdrętwiały mi od kierownicy.

Tankujemy, Maciek kupuje sobie wysuszonego na wiór brecla, a ja wypijam podwójną, mocną kawę.

Maćkowi poprawia się nastrój, jeszcze przed Stuttgartem planuje nam kolejny tydzień i weekend, że może do Stoos na wycieczkę, a może skoczymy jeszcze do Eulali i Radomira na nowy odcinek Gry o Tron, wypijemy po lampce wina, pośmiejemy się.

Montonne niemieckie krajobrazy za szybą, jednolite pola i lasy szybko mnie jednak usypiają.

Budzę się tuż przed Singen.

– Zmienić cię, Maciek? – pytam, choć wolałabym, żeby go nie zmieniać. Zawsze stresuje mnie przejazd przez przejście graniczne przed Schaffhausen. Maciek na szczęście jest w formie i prowadzi dalej.

Ostatnie metry pokonujemy w małym korku, rząd samochodów przejeżdzający obok szwajcarskiego celnika, który niczym gestem Cezara przepuszcza kolejne, a pojedyncze wyłapuje do bardziej drobiazgowej kontroli.

– Maciek, nie żal ci, że tak szybko wyjechaliśmy? – wyrzucam to pytanie nagle z siebie, bo uczucie, które opuściło Maćka jeszcze przed Stuttgartem wierci mnie niemiłosiernie i wiem, że zaraz Szwajcaria i że zaraz się przestawię na tutejszy tryb życia, ale muszę to z siebie wyrzucić.

– Poczekaj kochanie – odpowiada Maciek, opuszcza szybę samochodu i wita się ze szwajcarskim celnikiem swoim nieco twardo akcentowanym „gruci”.

Pada standardowe pytanie, czy mamy coś do oclenia, Maciek odpowiada szybko, że nie i tym razem jest to zgodne z prawdą i wjeżdzamy do Szwajcarii.

– Pytałaś o coś, kotku? – Maciek obraca się w moją stronę.

– Nie, to nic takiego. Zmienić cię teraz? – pytam, bo prowadził już od Norymbergi.

– Nie, spokojnie, dojadę, została godzinka, pod warunkiem, że Nordring w Zurychu będzie pusty.

Próbuję się uśmiechnąć, ale po chwili przednią szybę zalewają promienie zachodzącego słońca i mrużę oczy, a uśmiech przemienia się w mały grymas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *