Matthias i Szwajcarski Psi Mit

Gdy na wiszącym moście – atrakcji turystycznej położonej przy górnej stacji kolejki nad jedną z małych alpejskich wiosek pojawiła się niewyraźna, ludzka postać, zachodziło już jesienne słońce, które poprzedziła ściana rzęsistego deszczu.

Było cicho, sezon letni minął, zimowy się jeszcze nie rozpoczął, rzadko można było się natknąć na kogokolwiek o tej porze roku.

Człowiek, który pojawił się na moście szedł wolnym krokiem, kulejąc i trzymając się za ramię. Już z daleka nie wyglądał za dobrze, ale gdy zaczął się zbliżać, Matthias – jedyny pracownik kolejki gondolowej tego dnia – był pewien. Facet. Na dodatek poważnie ranny.

– Zawsze znajdzie się jakiś frajer, który wybierze najbardziej nieodpowiednią porę na górską wycieczkę – westchnął i zgasił papierosa o metalowy kosz na śmieci.

Zmrok zapadał szybko, Matthias zapalił latarkę i skierował źródło światla na mężczyznę. – Everything’s all right? – zapytał po angielsku. Przeczucie mówiło mu, że to nikt z lokalnych.

Nawet nie przeczucie. On wiedział.

Facet coś wyszeptał i upadł na ziemię. Przez chwilę Matthias myślał, że z gościem już koniec. Ten jednak z wielkim wysiłkiem podniosł się i na kolana, po czym opadł resztą ciała na nogi, w półsiadzie.

– To zabiło moją dziewczynę – powiedział nagle po angielsku z dziwnym, ciężkim akcentem.

Matthias nie odpowiedział.

– Tydzień temu. Było słonecznie. Nie wiedzieliśmy.

Matthias nie uwierzył. Zawsze, ale to zawsze pracownicy kolejki mieli obowiązek informować potencjalnych turystów o niebezpieczeństwie. Zwłaszcza w pierwszym tygodniu listopada. Odkąd w latach 70 zginęło tu 12 osób w ciągu jednego roku, państwo zdecydowało o przedsięwzięciu kroków zapobiegających kolejnym tragediom. Zasada pierwsza – nie mówcie wprost, ale odciągajcie od pomysłu wycieczek w tym czasie, a przede wszystkim w tym tygodniu. Zasada druga – jeśli pójdą wbrew ostrzeżeniom, pod żadnym pozorem nie interweniujcie.

Nagle, od strony mostu usłyszał zbliżające się, jakby nieco wytłumione kroki.

Zacisnął mocno powieki i pomyślał: Boże, tylko nie to. Przerabiał to już kilka razy i nigdy nie mógł przywyknąć. Kto mógłby…

Kilkadziesiąt sekund później nad klęczącym mężczyzną stanęła wysoka postać, z mroku przebijały się tylko niezwykle jasne, żółte oczy z mikroskopijnymi, czarnymi źrenicami. Postać lekko dyszała.

– Odejdź! – powiedziała głębokim nienaturalnym głosem do Matthiasa.

– Nie za wiele wam już? – zaprotestował Matthias. Mięso ludzkie posmakowało lepiej niż psie?

– Szanuj tradycję synu, szanuj tradycję – żółte, przekrwione oczy patrzyły prosto na Matthiasa.

– Jest wasz. Rób, co należy. E Guete – smacznego. Matthias zrezygnował i zaczął oddalać się od klęczącego, sparaliżowanego strachem mężczyny.

Gdy wsiadał do gondoli, by zjechać na dół, usłyszał cichy płacz, a po nim mocne uderzenie i odgłos jakby pękającego glinianego garnka. Potem zapadła głeboka cisza.

Następnego dnia przy śniadaniu przeglądając tablet trafił na ogłoszenie. Gdy kończył je czytać, drżały mu ręce, a chwilę potem pobiegł do łazienki zwymiotować zjedzone własnie śniadanie.

Tekst z tableta mówił:

Para młodych turystów z Polski, Jacek G. i Natalia M. zaginęli około tygodnia temu. Prawdopodobnie planowali wędrówki w rejonie kantonu Schwyz lub Graubuenden. Wszelkie osoby mogące mieć informacje na temat miejsca ich pobytu prosimy o pilny kontakt.


Zdjęcie: AE Krol Photography

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *