Marta i Ekonomia Jej Szwajcarskiego Życia

Głośne piknięcie komorki obudziło Martę Prazochryz ze snu. „Hello. 52.55 CHF is overdue for previous bills. If you have already paid, please ignore this SMS.”

Uwielbiała momenty, gdy przypominano jej o niezapłaconych rachunkach. Ostatnio dostała kolejne 20 CHF manunga, czyli opłaty za zwłokę w płatności. Nie pamiętała, ile tych dwudziestek się nazbierało przez ostatnie miesiące, ale przychodziły jedna po drugiej – Szwajcarzy byli bardzo skrupulatni w naliczaniu dodatkowych opłat za niezapłacone rachunki.

Mam Was w dupie! – krzyknęła w pustą przestrzeń pokoju, gdzie punktem centralnym było  łóżko z IKEA – odkupiła je za jakieś 100 CHF. Oryginalna cena to jakieś 399 CHF. Niedrogo, jak na Szwajcarię, ale nie chciała przepłacać, zwłaszcza, że w okolicach Zurichu raz po raz ktoś wystawiał meble za bezcen. Kupowała je na tutti.ch, ewentualnie z facebookowych grup.

Zrobiła sobie kawę – mmm, kochała zapach rozpuszczalnej kawy Nescafe Gold o poranku – 13 Franków za 200 gramowy słoik nie wydawało się wygórowaną ceną za te poranne chwile rozkoszy. Zjadła do tego kurosanta z dżemem. I dopchała tabliczką czekolady Callier za 2.95 CHF. Lubiła się rozpieszczać.

Nalała do pełna wody do wanny. 1.85 CHF za metr sześcienny. Nie tak dużo, mógła zaszaleć. Popatrzyła z lekką niechęcią na małą łazienkę. Obiecała sobie, że do roku zmieni mieszkanie na większe, póki co nie zanosiło się jednak na to, że wyniesie się z Aarau. Nie mogła narzekać na czynsz – 1000 CHF za 58 metrowe mieszkanie z dwoma pokojami, to na pewno nie było dużo, ale dusiła się w mieście, które do najbardziej rozrywkowych nie należało.

Jeździła często do Zurichu, kochała spędzać czas na jeziorem, z przyjaciółmi, z butelką ulubionego prosecco, które z 8.50 CHF często lądowało na promocji za 5 Franków butelka. Ale trzeba było kupić dwie. Kupowała cztery. Na zapas. Pociąg do Zurichu kosztował ją niestety około 50 Franków w dwie strony z Aarau, więc przy cotygodniowym imprezowaniu z jej budżetu wylatywało około 200 Franków miesięcznie. Nie licząc kosztów prosecco.

Na dzisiejszy wieczór miała dokładnie taki plan. Zurich. Jezioro. Prosecco.

Wolała te posiadówy nad jeziorem, bo a) miały swój klimat, b) imprezowanie w klubie, gdzie drink to minimum 15 Franków mogło skutecznie zredukować jej zdolności finansowe w przeciągu jednego wieczora. Do domu wracała z kumplem – Janem. Po drodze prawie zawsze przystawali na kebsa, nieopodal dworca w Aarau – 9 franków za chrupiącą bułkę pełną delikatnego mięsa, warzywnych dodatków, wszystko zalane koktajlowym sosem. Niebo w gębie.

Gdy wróciła do mieszkania, dochodziła 3 w nocy. Ona – na przekór regulaminowi mieszkańców domu – włączyła na cały głos swoją ulubioną kapelę – FM-84. Ich świeżo wydany elektro-popowy singel „Never Stop” rozniósł się po domu. „Ooh, ooh, ooh, come over and tell me it’ll never stop” śpiewała na cały głos razem z wokalistą.  Spodziewała się pisma z administracji w odpowiedzi na swoje niepoprawne zachowanie. Jej sąsiedzi mieli w zwyczaju pisać donosy niż konfrontować takie sytuacje na bieżąco.

Nie przeszkadzało jej to. Żyła świadomością, że kiedyś zamknie za sobą ten rozdział i przeniesie się do miasta możliwości – Zurichu. „To szwajcarskie życie, które tak często przeklinasz” – sparafrazowała klasyka, nucąc pod nosem. Po czym padła na łóżko i przed zapadnięciem w sen, zdążyła zgasić lampkę. 30 franków. Z Brockenstube. Antyk.


Powyższe opowiadanie to fabularyzowana wariacja na temat kosztów życia w Szwajcarii. Jeśli chcecie poczytać więcej na temat, zajrzyjcie do Joanny Lampki ze Szwajcarskiego BlaBliBlu. Link tu!

3 odpowiedzi do “Marta i Ekonomia Jej Szwajcarskiego Życia”

  1. Bardzo ciekawe i interesujace. Nie zapomnij ze oprocz miesiecznego czynszu trzeba placic zs ubezpieczenie zdrowotne ktore w Swiss jest obowiazkowe.??

    Jezeli chcesz sprawdzic ile kosztuje zapraszam. Dobrze ze nie palisz bo to kolejne koszta.

    Miłego dnia rodacy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *