Apetyt na Roesti

Krzysiek – trzydziestolatek z lekką nadwagą, w okularach kujonkach – siedział na kamieniu i gapił się w spokojne lustro wody. Położone w szwajcarskiej dolinie Kloental jezioro było jednym z ostatnich przyczółków grup oporu, które wyparte z miast chroniły się w różnych zakątkach Alp. Tu mieli szczęście, infrastruktura starego kampingu Güntlenau zapewniała schronienie, dostęp do kuchni, toalet.

W ręce trzymał bułkę z kawałkiem flajszkejze. Flajszkejze, mięsoser – pomyślał. Szwajcarzy – jeden z najbogatszych narodów świata, a na obiad wcinają coś co jest mutacją mielonki, mortadeli i tablicy Mendelejewa. Flajszkejze to niby jak nasza mortadela, ale do naszej startu nie miał. Pamiętał z czasów dzieciństwa – te złociste krążki mortadeli panierowane w bułce, pyszne, soczyste, taki erzac kotletów schabowych, bo bida była, a te bida-schabowe jednak to teraz mu w głowie pozostały. A flajszkejze – o Willhelmie Tellu, widzisz i nie grzmisz.

Czytaj dalej Apetyt na Roesti

matriarCHat

Dochodzi godzina 11:45, a ja jestem w drodze do przedszkola. Mam na imię Marek i chciałbym opowiedzieć Wam moją historię, ale tu nie ma wiele historii. Jest rutyna. Jest schemat, który od pokoleń trwa w niezmienionej formie.

Na bose stopy nałożyłem brudne adidasy, moją mocno zaniedbaną sylwetkę przyozdabiają dresowe spodnie już którejś z kolei świeżości i bluza z napisem po angielsku. Włosy tkwią w twórczym nieładzie, od paru dni nie widziały grzebienia ani szamponu. Po osiedlu niczym zombie suną podobni mi ojcowie. Każdy z nich z przylepionym sztucznym uśmiechem i w porówywalnym do mojego stanie nieogarnięcia. Zapalam papierosa i zagajam maszerującego obok Andreasa, faceta dobijającego już czterdziestki, nieco otyłego z wiecznie sceptycznym podejściem do życia.

Czytaj dalej matriarCHat

Dwugłos #3 – Czy Szwajcaria Jest Kobietą?

Pamiętam taką sytuację z poczekalni u lekarza. Siedzę, nudzi mi się, ale zamiast gapić się w smartfona biorę do ręki jedną z szwajcarskich gazet. W środku artykuł o ojcostwie. Autor tekstu udowadniał, że wprowadzenie urlopu ojcowskiego jest kompletną bzdurą, tworzymy przez to bezjajeczne społeczeństwo, a tak w ogóle to dziecko nie powinno wiązać się emocjonalnie z ojcem, a jak najszybciej usamodzielnić.

Czytaj dalej Dwugłos #3 – Czy Szwajcaria Jest Kobietą?

Słodkie Brzmienie Alpejskiego Rogu

Winda, do której wsiadła Grażyna musiała pamiętać czasy gierkowskiej prosperity. Z prosperity jednak niewiele w niej zostało. Na ścianie windy leżała – niczym rozkraczona żaba – krzywo przylepiona  naklejka z napisem Wiara, która przetrwała. Zagłębie Sosnowiec. Grażyna patrzyła na to wszystko z niechęcią i zanim jeszcze weszła do mieszkania, marzyła by wrócić tam, skąd przyjechała. Do Szwajcarii.

Czytaj dalej Słodkie Brzmienie Alpejskiego Rogu

Wszystkie Dialekty Szwajcarii – Alternatywna Wersja

Siedział osobno, przy małym drewnianym stole. Jego pracodawcy – rolnik Ueli z żoną i synem nie uznawali bratania się z podwładnym. Bułka z masłem i serem, która miała wystarczyć za kolację, smakowała równie nijako, jak każdego dnia, odkąd Mariusz przyjechał do Szwajcarii. Ueli zdecydowanie lubił wykorzystywać najemnych pracowników. Prawie tysiąc franków odciągał im na poczet wyżywienia, którego było mało i smakowało nijak – jakiś makaron z mortadelą, dżem, bułka, trochę sera. Pracy było dużo i była ciężka, tłukło się nawet po kilkanaście godzin dziennie, do oporu.

Ale tego dnia myśli Mariusza nie zaprzątała bylejakość szwajcarskiego bytu. Pod łóżkiem, w jego małym pokoju na poddaszu, pachnącej stęchlizną małej klitce, która musiała pamiętać dziewiętnasty wiek, czekała na niego niewielkich rozmiarów książeczka. Pamiętnik spisany przez Polaka, który przebywał tu przed ponad siedemdziesięcioma laty. Pamiętnik brata jego dziadka.

Czytaj dalej Wszystkie Dialekty Szwajcarii – Alternatywna Wersja

Wszystkie Dialekty Szwajcarii

Siedział osobno, przy małym drewnianym stole. Jego pracodawcy – rolnik Ueli z żoną i synem nie uznawali bratania się z podwładnym. Bułka z masłem i serem, która miała wystarczyć za kolację, smakowała równie nijako, jak każdego dnia, odkąd Mariusz przyjechał do Szwajcarii. Ueli zdecydowanie lubił wykorzystywać najemnych pracowników. Prawie tysiąc franków odciągał im na poczet wyżywienia, którego było mało i smakowało nijak – jakiś makaron z mortadelą, dżem, bułka, trochę sera. Pracy było dużo i była ciężka, tłukło się nawet po kilkanaście godzin dziennie, do oporu.

Ale tego dnia myśli Mariusza nie zaprzątała bylejakość szwajcarskiego bytu. Pod łóżkiem, w jego małym pokoju na poddaszu, pachnącej stęchlizną małej klitce, która musiała pamiętać dziewiętnasty wiek, czekała na niego niewielkich rozmiarów książeczka. Pamiętnik spisany przez Polaka, który przebywał tu przed ponad siedemdziesięcioma laty. Pamiętnik brata jego dziadka.

Czytaj dalej Wszystkie Dialekty Szwajcarii

Cnota Oszczędzania

Jest takie szwajcarskie powiedzenie – kto nie szanuje rappena, nie jest wart franka. Oszczędność. Szwajcarska cnota. Nigdy bym nie pomyślała, że specyficzny szacunek do pieniędzy stanie się napędem wydarzeń, które miały miejsce w naszym życiu. Mam na imię Marta i opowiem wam historię, w którą sama nadal nie jestem w stanie w pełni uwierzyć.

Czytaj dalej Cnota Oszczędzania

(Nie)wielka Cena Pełnej Przynależności

Obudziła się na mokrej od potu poduszce i przykryta przesiąkiętą tym samym potem kołdrą. Obróciła poduszkę na drugą stronę, to samo zrobiła z nakryciem. Poczuła przyjemny chłód. Zamknęła oczy i próbowała zasnąć. Nie potrafiła.

Spojrzała na zegarek, dochodziła trzecia dwadzieścia rano. Jeszcze kilka godzin. W szwajcarskim urzędzie do spraw migracji miała stawić się około godziny dziewiątej.

Czytaj dalej (Nie)wielka Cena Pełnej Przynależności

Trudy Szwajcarskiej Spontaniczności

Czynność, która w Polsce uchodziła za tak banalną, że nie warto poświęcać jej większej uwagi i której wykonanie poprzedza z reguły proste pytanie z kilkoma opcjami – idziemy na piwo/kawę/do baru/na drinka? – tu w Szwajcarii rozrastała się do rozmiarów całego rytuału i to było coś, do czego Weronika nadal nie mogła przywyknąć. Wyjście na kawę? Ależ oczywiście! Ale planowane z trzytygodniowym wyprzedzeniem, poprzedzone zaproszeniem pisemym, wręczanym na poduszeczkach przez dzieci ubrane w tradycyjne dla danej gminy stroje i tańczące do dźwięków rogu alpejskiego, wyjście oczywiście zaplanowane co do minuty, o której, dokąd, co na miejscu, jak długo na miejscu, jak powrót, kiedy powrót.

Czytaj dalej Trudy Szwajcarskiej Spontaniczności